Długo nie mogłam się zebrać aby dotrzeć do Pana Balerona, a Wy tak prosiliście „Dusia idź, sprawdź najlepsze kanapki z wołowiną”! W końcu nadarzyła się ku temu okazja, bo Pan Baleron zmienił lokalizację i od teraz zjecie te kanapki w Sopocie. Wreszcie było mi po drodze i w pewną wielką burzę, która opanowała Trójmiasto zatrzymaliśmy się w środku na dłużej.
Czy słynne cheese steki są naprawdę takie dobre? Chodźcie czytać i oglądać!
Pan Baleron
ul. Bohaterów Monte Cassino 7
Sopot
Pan Baleron znajduje się na górnym Monciaku pomiędzy dwoma tunelami w okolicy Alei Niepodległości. Lokal jest malutki, ale podobno większy niż ten poprzedni we Wrzeszczu. Za ladą możecie zobaczyć często właściciela, który jest ogromnym fanem kanapek z wołowiną i postanowił nam tu odrobinę amerykańskiego jedzenia zaserwować. Na jednej ze ścian znajduje się fototapeta ukazująca scenę z Pulp Fiction, w której bohaterowie jedzą w posiłek w restauracji. Wentylacja działa tu sprawnie, dzięki czemu nie czuć grillowanego mięsa wszędzie wokół.
Pan Baleron to kolejny przykład kariery z food trucka do własnego bistro.
Czym są cheese steaki? To filadelfijskie kanapki ze stekiem, który jest pokrojony na mniejsze kawałki. Sekretem tych kanapek jest oczywiście dobrej jakości mięso. We wszystkich cheese steakach w Panu Baleronie znajdziecie antrykot, który w plasterkach przygotowywany jest na grillu. W każdej kanapce znajdziecie także autorski sos serowy. Do przygotowywania używane jest też pieczywo specjalnie wypiekane pod te kanapki – podczas jedzenia bułka nie pęka i szybko nie nasiąka sosem! Do wyboru w menu macie aż 7 flagowych cheesesteków z różnymi dodatkami. Możecie też zamówić kanapki specjalne oraz frytki belgijskie. Do picia polecają się napoje ze zdjęcia poniżej – lokal czeka też na koncesję.
Przetestowałam dla Was w sumie 3 kanapki:
- cheese steak Tex Mex za 23 zł, w składzie której oprócz soczystej wołowiny znajdował się sos serowy, cebula, salsa z pomidorów i kolendry z nutą soku z limonki i chrupiący bekon – to zdecydowanie mój faworyt;
- cheese steak Jack the Pumpkin za 22 zł z marynowaną dynią i pikantnym relishem na bazie papryki – bardziej jesienna propozycja, chociaż smakowała wybornie, bardzo ciekawe połączenie;
- kanapka specjalna z pastrami za 29 zł – grahamka, kapusta kiszona, cebula, musztarda francuska i doskonałe pastrami, czyli specjalnie przygotowana wołowina, którą najpierw się konserwuje za pomocą soli, a potem marynuje w przyprawach. Kapusta i wołowina razem to nie moja bajka, ale myślę, że dla męskiej publiczności to idealne połączenie.
Odnośnie wołowiny – no przyznam się Wam szczerze, bo na Instagramie (klik) nie raz o tym mówiłam, że ja fanką steków nie jestem, chociaż są restauracje, które mnie zaskoczyły. Wołowinę samą w sobie za to lubię. Trochę się więc bałam tych kanapek ze stekiem, ale okazało się, że taaak mi smakowały bardzo. Myślę, że sekretem jest to, że mięso było soczyste, kruche i pokrojone w cieniutkie paseczki, więc bardzo wygodnie całość się jadło i dobrze to w połączeniu z dodatkami smakowało.
W Panu Baleronie zjadłam też najlepsze frytki belgijskie – idealnie chrupiące, miękkie w środku! Boooskie! Jak się okazuje zasługa to smażenie w tłuszczu wołowym! Koniecznie spróbujcie!
no aż ślinka leci
zjadłabym taką bułkę 🙂
w tym roku wyjazd na opena skończy się szlakiem Dusi
o jak miło czekam na relację 🙂