Już dzisiaj możecie ponownie odwiedzać restaurację Punkt Gdynia! Zjecie u nich nieszablonowe dania, które są dopracowane w każdym szczególe! Atmosfera jest tu swobodna, obsługa niezwykle sympatyczna, a wnętrze niesamowite! Co warto zjeść w Punkcie?
Punkt Gdynia
ul. Władysława IV 59, Gdynia

Koncept
Punkt Gdynia to połączenie restauracji ze swobodnym klimatem razem z barem serwującym m.in. autorskie koktajle. Atmosfera w Punkcie jest niezobowiązująca, ale można wpaść tu na elegancką kolację, biznesowe spotkanie, ploteczki z koleżanką czy wieczornego drinka. To chyba największy atut Punktu, że pasuje na każdą okazję!
Wnętrze

Wnętrze restauracji jest niesamowite! Spodoba się na pewno fanom dobrego designu. Głównym akcentem jest tapeta z fragmentem obrazu „Sen” Henriego Rousseau. Sala pomieści sporo osób, można usiąść na wygodnych fotelach przy stolikach, na kanapie, na poduszkach pod oknami oraz przy barze. Nietypowe wnętrze, które kojarzy mi się z serialem Gossip Girl i bogatym życiem na Upper East Side, sprawia, że czujesz się tu trochę jak w innym świecie, ale w pozytywnym znaczeniu.

Menu
Szefem kuchni jest Łukasz Kozyrski, który zaserwuje Wam w Punkcie dania z różnych stron świat i przyznam, że z reguły to nie jest dobra wróżba, ale nie tutaj! Znajdziecie tu sporo azjatyckich klimatów, ale też włoskie makarony, ale każde danie jest dopracowane. Menu zmieniane jest raz na jakiś czas, a na tablicy pojawiają się dodatkowe dania serwowane w danym tygodniu. Restauracja znana jest już z kilku dań jak np. z tatara, desek z przekąskami czy burgerów.
Od 4 czerwca restauracja po długiej przerwie zaczyna wreszcie działać i będzie dla Was dostępne nowe, sezonowe menu, choć w nieco skróconej jeszcze formie. Nie zabraknie także klasyków Punktu.

Ostatnim razem Punkt Gdynia odwiedzamy w lutym, tuż przed epidemią, bo chcemy pokazać Wam nowe menu, które właśnie wystartowało…

Na przystawkę w lutym zamawiamy deskę rybną (44 zł mała, 82 zł duża). Do wyboru macie jeszcze deskę mięsną oraz wegetariańską. Deski świetnie sprawdzą się też jako przekąska wieczorem do czegoś z procentami. W skład deski rybnej wchodzi tatar rybny, ryba w occie, kalmary w panko, pasta z wędzonej makreli i cytrynowe aioli. Do tego w cenie jest pieczywo własnego wypieku – przepyszne! Bardzo doceniam lokale, które decydują się na serwowanie domowego pieczywa. Taka deska to świetny pomysł! Wszystko było smaczne, kalmary świetne chrupiące, tatar rybny to dobre ceviche, pastę wyjedliśmy do końca, aioli cytrynowe to jest życie! I duży plus za taką rybną wersję i jeszcze z owocami morza :). Nie spotkaliśmy się jeszcze z taką deską rybną, więc duży plus za coś nowego.
Punkt Gdynia znany jest jednak przede wszystkim z innej przystawki! Tatar wołowy jest kozacki! To najlepszy tatar, jaki jadłam od dłuższego czasu. I to o nim teraz marzę pisząc ten wpis :). O ile dobrze liczę to chyba już ze 4 razy jadłam w Punkcie i zawsze jest sztosik. Świetnie doprawiony, z pysznymi dodatkami m.in. co ciekawe jest z majonezem i chipsami!

Próbowaliśmy też kiedyś krewetki winno-maślane z czosnkiem i pietruszką (34 zł) i niby taki klasyk, ale w perfekcyjnym wydaniu. Jeśli boicie się owoców morza, to warto właśnie w Punkcie się na nie skusić.

Kilka dni po wejściu nowego menu krążyły już w internecie, w szczególności na mojej grupie GDZIE ZJEŚĆ W TRÓJMIEŚCIE, same pochwały na temat nowego burgera z krewetkami, więc nie mogłam pozostać obojętna!

Burger z krewetkami w tempurze z sosem mango i kalarepą (34 zł) to totalny sztos i dołączył do moich ulubionych burgerów z owocami morza. Zacznijmy od perfekcyjnej bułeczki skrywającej chrupiące krewetki polane salsą mango! Meeegaśne! Ten zawodnik jest pokaźny, bierzcie burgery na duży głód! Tego burgera nie dostaniecie po prostu z frytkami, Punkt zawsze zaskakuje i podaje do niego sałatkę z glonów wakame i kiszonej rzodkiewki. Przy pierwszym kęsie nie do końca pasowało mi to połączenie z burgerem, ale z każdym kolejnym kęsem przyjemnie zaczynało współgrać.
Paweł tego dnia miał ochotę na rybę i zdecydował się na dorsza w orientalnym bulionie z warzywnym spaghetti z kopytkami wasabi! Wow jak to brzmi! I jeszcze lepiej smakowało! Tak podana ryba okazała się bardzo lekką propozycją i przyjemną. Porcja dorsza solidna! Poziom wysmażenia w punkt ;). Kopytka wasabi wyjadałam Pawłowi z talerza. Mięciutkie, pyszne i ta nutka Azji przez wasabi – brawo za pomysł! Co prawda bulion zbyt szybko wystygł, ale zgłosiliśmy obsłudze, więc na pewno następnym razem będzie gorący.

Uwielbiam desery z mango, więc jak zobaczyłam w menu mus mango z lodami cytrynowymi, kawiorem z marakui, miodem i kruszonką z kaffiru (19 zł) to wiedziałam, że ktoś go stworzył specjalnie dla mnie ! Coś pysznego, aksamitny, tropikalny mus z szaleństwem faktur w postaci dodatków na języku. Tu coś strzela, tu coś się kruszy, tu coś zimnego – świetna robota!

Choć jesteśmy ostrożni ze słonym karmelem, bo za nim nie przepadamy (chyba jesteśmy w mniejszości w tym temacie) to Paweł wybrał drugi deser z karty. Fondant czekoladowy ze słonym karmelem domowymi lodami konfiturą za 20 zł, który przeniósł nas do rozkoszy! Jedynie lody nie do końca nam przypadły do gustu. Na szczęście słony karmel nie zdominował czekoladowego ciasta, które pięknie się rozpłynęło a my razem z nim :). Niech mówią zdjęcia…

Podsumowanie Punkt Gdynia
Restaurację odwiedziłam kilka razy – byłam na piątkowym wieczorze z muzyką na żywo, na spotkaniu firmowym czy obiedzie we dwoje. I chętnie wrócę znowu! Za każdym razem było super smacznie, ale równie ważną rolę w tym miejscu odgrywa obsługa. Obsługa jest profesjonalna, wesoła, sympatyczna i dobrze znająca menu. Ogół sprawia, że człowiek czuje się tu swobodnie, jest dobre jedzonko, fajne koktajle i chce się tu wracać. I zjecie tu dania w nieszablonowych wariacjach smakowych! Tego nam trzeba – zupełnie nowych kompozycji smakowych!