ul. Długa 4 (za Złotą Bramą)
Gdańsk
Dzisiaj San Marco – kiedyś Cafe Rouge…Na najsłynniejszej ulicy w Gdańsku znajduje się ristorante San Marco, gdzie w menu rządzą włoskie smaki powstałe, dzięki autorskiemu menu opracowanemu przez samego Włocha – Michele Striato.
Restauracja urządza jest w weneckim stylu – znajdują się w niej prawdziwe weneckie maski, antyczne, drewniane krzesła i stoły, na stołach są grube, czerwone obrusy, a w oknach wiszą stylowe zasłony. Do lokalu sprowadzono 300 letnie oryginalne, weneckie lustro z piękną ramą. Podobają mi się retro fotele i zabytkowe meble. Zmieniłabym natomiast żyrandole na prawdziwe z kryształu lub szkła i zdjęła papierowe serwetki, jeśli ma być elegancko to w pełni . Jest tutaj trochę inny wystrój niż klasycznie przyjęty we włoskich restauracjach.
Kuchnią San Marco rządzi rodowity Włoch, którego okazję mieliśmy poznać i porozmawiać. Z przyjemnością wysłuchaliśmy, z jaką dbałością pragnie prowadzić restaurację dbając np. o oryginalne składniki sprowadzone z Italii (np. mozzarella, pomidory, bazylia). Dowiedziałam się, że Michel pracował już w restauracji mając jedynie 9 lat, a cała Jego rodzina związana jest z kuchnią i restauracjami.
W menu oczywiście prym wiodą dania włoskie oraz pizza – ma być autentycznie, jak we Włoszech, dlatego na stołach znajduje się najlepsza oliwa i ocet balsamiczny.
Na przystawkę zamówiliśmy bruschetta – czyli grzanki z pomidorami (19 zł). Okazuje się, że chleb, z którego robione są tutaj grzanki przygotowywany jest na miejscu i smakuje, jak prawdziwy wiejski chleb. Grzanki nie były za twarde (co często się zdarza), wypchane po brzegi pomidorami z dużą ilością oliwy i czosnku oraz bazylii. Bardzo smaczna i syta przystawka.
Jeśli chodzi o zupy do wyboru mamy minestrone (włoska zupa warzywna), zupę na bazie owoców morza, zupę z pomidorów (16zł), którą zamówiliśmy i żurek – chyba nieporozumienie i krok w stronę zagranicznych turystów, a przecież włoska zupa, którą jedliśmy była doskonała – zobaczcie na zdjęciach.
To jest moja ulubiona zupa pomidorowa – kremowa, pełna słodko-kwaśnych pomidorków pelati (sprowadzonych z Włoch) z kleksem śmietany i podana z chrupiącym, domowym pieczywem. Bardzo w moim smaku, Pawłowi również smakowała (a nie przepada za pomidorowymi zupami).
Następną potrawą, którą spróbowaliśmy było Frittura di Pesce con Verdurine, czyli miks owoców morza i ryb z warzywami w cieście za 44,50 zł. Wśród składników znalazły się: ośmiorniczki, kalmary, krewetki, dorsz, marchewki, bakłażan, papryka. Pyszne danie z przyjemnością chrupaliśmy – dla mnie (jak zresztą Szef Kuchni stwierdził podobnie) sos jest zbędny, jednak Polacy bardzo lubią takie dodatki, o czym się przekonałam patrząc na mojego Ukochanego :).
Bardzo smacznym i sytym daniem okazały się kluseczki gnocchi z kaczką (34zł) – kluski smaczne maziste-miękkie, takie jak lubię z mięsnym sosem, mogłoby być trochę więcej kaczki w tym daniu, ale całość smakowita. Do dania podano parmezan do posypania całości.
Choć żołądki były pełne nie mogliśmy wyjść bez spróbowania włoskiej pizzy, tym bardziej, że pizze oraz makaron (również robiony na miejscu) powstaje na naszych oczach, dlatego przyglądaliśmy się z ciekawością.
Wybraliśmy zachwalaną tutaj pizzę Bufala z dodatkiem najlepszej włoskiej mozzarelli di bufala (25,50zł). Wszystkie pizze mają 35 cm średnicy, bardzo cienkie i chrupiące ciasto. Podgrzana mozzarella ujawniła swoją rozkosz po przegryzieniu kawałka – od razu było czuć, że nie jest to zwykła mozzarella. Mozzarella di bufala campana wytwarzana jest z mleka samic bawołów w regionie Campania i charakteryzuje się niezwykłą ciągliwością po roztopieniu – jest produktem o chronionej nazwie pochodzenia.
Na desery nie starczyło nam miejsca w brzuszkach, ale Szef zapewnił, że włoskie desery są z jego autorskich przepisów, do których dodaje tajemne składniki :). Do wyboru są włoskie tiramisu, czekoladowe salami i pyszne ciasta.
San Marco to zupełnie odmienione miejsce z włoskim, pysznym jedzeniem, gdzie dba się o jakość składników. Wyrabiana pizza i makaron na naszych oczach to czysta przyjemność, a domowy chleb przenosi nas w sielską atmosferę. Wszystkie dania były bardzo smaczne. Z menu powinno wyrzucić się polskie akcenty i może obniżyć trochę ceny, a będzie wyśmienicie.
następnym razem w Gdańsku odwiedzę!
Troszkę przekłamane, szef kuchni jest tak uczylony na mascarpone ze nie może przebywać w pobliżu więc na bank nie jest to jego autorski przepis, a z tym gotowaniem od 9roku życia i rodzinnymi tradycjami to przeginka totalna. Wiem co mowie, znam szefa bardzo dobrze od wielu lat. Jednak co do smaku to muszę mu przyznać najwyższą notę, gotuje pysznie.