Czarna Owca by Lula – rest.zamknięta

ul. Chlebnicka 13/16
Gdańsk
 
Czarna Owca to przestronna restauracja znajdująca się na parterze gdańskiej kamienicy, która nawiązuje do pierwszej restauracji właścicielek, czyli Luli z wrzeszczańskiego garnizonu, o której pisałam Wam już kiedyś tu – dusiowakuchnia.pl/2015/03/restauracja-lula-gdansk.

Wnętrze restauracji zostało starannie zaprojektowane – czerwone cegły, drewno, stylowe krzesła i dużo modnych detali. Z zewnątrz wydaje się, że w środku może być ciemno, ale to tylko złudzenie, bo jest naprawdę przejrzyście.
Misją restauracji podobnie jak Luli z garnizonu jest karmienie w sposób zdrowy na bazie świeżych produktów, o czym dowiadujemy się otwierając menu. Jest tam zawarta też informacja, że w związku z tym musimy poczekać od 20 do 40 minut na dania. Jednak my wcale długo nie czekaliśmy na kolejne talerze :).
W menu znajdziecie śródziemnomorskie klimaty, domowe makarony, a także baraninę, do której nawiązuje nazwa restauracji.
Do wyboru mamy aż 8 przystawek – w tym np. oliwki, pasztet z sarny, ośmiorniczki czy tapas by „Czarna Owca”, czyli deskę z przeróżnymi przekąskami. Standardowo sprawdziłam tatar wołowy (33 zł), który został zaserwowany na pięknym, turkusowym talerzu i wyglądał niczym obraz.
Mięso podano z nietypowymi dodatkami, bo z marynowanymi grzybami shimeji oraz kawiorem i chipsem z chleba razowego. Kawior zadziwiająco dobrze się tu sprawdził, mile mnie to zaskoczyło. Samo mięso niestety nie było przyprawione, ale wymieszane z cebulką dymką, na szczęście na stoliku stały młynki z solą i pieprzem.
Obsługa poleciła nam tataki w kawie (16 zł), czyli surowego łososia marynowanego w kawie podanego z palonym jarmużem, popcornem gryczanym, puree cytrynowym i sosem ponzu, który znajdował się w ampułce.
Danie zostało bardzo ciekawie podane, w słoiczku z ampułką, wyglądało bardzo efektownie, ale już smakiem nie uwiodło tak bardzo. Ryba przez skorupkę z kawy była nieco gorzkawa, do tego gorzkawa preparowana dynia i jarmuż. Trochę pomógł dobry sos ponzu, taki słodko-kwaśny. Uważam też, że łososia było bardzo mało.
Obłędnie pyszny okazał się za to kremowy chowder z małży (16 zł) – czegoś takiego jeszcze nie jedliśmy. Na wierzchu podano piankę z kopru, a w środku było wyczuwalne mięso małży. Gęsta, pożywna i bardzo dobra w smaku zupa.
Na danie główne jedna z flagowych pozycji Czarnej Owcy, czyli comber barani (65 zł) z żeberkiem w panierce z oliwek zaserwowany z sosem demi glace, genialnym puddingiem z koziego sera, blanszowanymi warzywami i dobrym chutneyem z sezonowych owoców.
Danie okazało się bardzo dobre, idealnie dobrano dodatki do mięsa, które były urozmaicone. Mięso było miękkie, dobrze przygotowane, nie miału charakterystycznego zapachu, za którym nie przepadam. Cóż mogę powiedzieć – chciałoby się go więcej na talerzu, bo na tych żeberkach było stosunkowo mało mięsa, a cena dania jest wysoka. Kompozycja na talerzu bardzo barwna i ładna.
Tak jak pisałam na początku wpisu, w Czarnej Owcy makarony przygotowywane są na miejscu, co zdecydowanie było czuć na talerzu. Postanowiłam sprawdzić tagliatelle z polędwiczką wieprzową (33 zł), choć za tym mięsem nie przepadam, to spodobały mi się dodatki: pomidorki cherry, boczniaki, czosnek, wino, masło, ser emilgrana. To był strzał w dziesiątkę!
To danie bardzo przypadło mi do gustu – zapach masła i wina przenikał się z czosnkiem, delikatne mięso i boczniaki rozpływały się w ustach. Choć porcja na talerzu wyglądała na małą, to okazała się na całkiem sporą na wielki głód. Polecam Wam to propozycję :).
Desery nas specjalnie nie urzekły, możliwe, że to po przepysznych daniach głównych nie mieliśmy serca do słodkości, choć były one całkiem poprawne. Orzechowy eklerek (14 zł)  to mus z gorzkiej czekolady z pudrem buraczanym, wykwintny i mało słodki deser, ale nie do końca ciekawie zaprezentowany biorąc pod uwagę wcześniejszą estetykę podania dań.
Krem Romanow (15 zł) to z kolei super słodki krem na bazie mascarpone z bezikami, syropem dyniowym i chipsami z dyni. Uwielbiam bezę i mascarpone, więc spałaszowałam deser, ale brakowało czegoś kwaśnego do przełamania smaków.
Lula zasłynęła z niesamowitych naparów, domowych syropów i zupełnie niebanalnych napoi, dlatego w Czarnej Owcy nie mogło być inaczej. Do deserów poleca się domowa nalewka nutellowa.
W Czarnej Owcy napiłam się najlepszego grzanego białego wina z pieczonymi jabłkami „Białe Love” za 15 zł – coś wspaniałego, idealna kompozycja smakowa z cynamonem i miodem.
„Cynamonowy Fire” za 23 zł to Jack Daniels w połączeniu z sokiem z pomarańczy i cytryny.
Czarna Owca zachwyciła nas nowoczesnym podejściem do zdrowej kuchni. Składniki są wysokiej jakości, dania smaczne, przygotowane z wysoką dbałością i estetyką podania. Szef kuchni Krzesimir Jaworski prezentuje wysoki poziom kulinarny. To jedne z niewielu miejsc, gdzie można zjeść dobrą jagnięcinę w kilku wydaniach. Na pewno zachwycą Was niebanalne drinki oraz wnętrze restauracji. Obsługa jest dobrze przygotowana, choć zabrakło uśmiechu przy serwowaniu nam dań, ale może trafiliśmy na kogoś gorszy dzień, bo opinie innych gości są pozytywne. Restauracja z dużym potencjałem, cieszę się, że mogę coś polecić w centrum Gdańska :). 

One Reply to “Czarna Owca by Lula Gdańsk”

  1. ClaudiaMorningstar says: 1 kwietnia 2017 at 09:33

    Chętnie wybrałabym się na danie główne 😀

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.