image_pdfPDFimage_printWydrukuj
Jak pewnie już wiecie weekend spędziłam we Władysławowie. Dzięki podjęciu współpracy
Velaves Spa&Resort mogłam porządnie wypocząć korzystając z basenów, jacuzzi, saun czy spocić się na siłowni. Jednak głównym celem było poznanie kuchni hotelu, zarówno bufetu śniadaniowego i obiadowego jak poznanie kuchni tajskiej, która również króluje w hotelu. Miałam okazję poznać Szefa Kuchni Velaves -Roberta Joachmiak-Szpinda (który gotował dla królowej Elżbiety) i uczestniczyć w warsztatach gotowania. Zwiedziłam także kuchnię „od środka” 🙂
Przedstawiam Wam fotorelację z pierwszego dnia pobytu.


(obecnie hotel nazywa się Meloves)

Stripes drobiowy mój faworyt i tilapia w sosie śmietankowym. A na deser orzechowe ciasto 🙂
Po obiadku wybraliśmy się na spacer po okolicy 🙂


Wieczorem zostaliśmy zaproszeni przez Szefa Kuchni na tajską kolację. Restauracja mieści się na 4 piętrze i czekając na posiłek można rozkoszować się nocnym widokiem miasta i morza.
Jedliśmy tajską zupę piekielnie ostrą z krewetkami i kurczakiem. Było wyśmienita, podana z mleczkiem kokosowym dla zniwelowania pikantności. 
 Potem zamówiłam łososia po tajsku…
A P. kurczaka po tajsku.
Pikantna zupa nas rozgrzała, a drugie danie było bardzo syte, że na deser już miejsca nie starczyło 🙂 Tak minął pierwszy dzień pobytu:)
Niedługo kolejne relacje z pobytu.

26 Replies to “Velaves Spa Władysławo”

  1. pinkcake says: 10 września 2012 at 10:50

    Wyprawa super! Gratuluję.
    Ale szef kuchni tajskiej powinien wiedzieć, że do dekorowania potraw wolno wykorzystać storczyki tajskie czyli dendrobium, a nie ćmówki czyli Phalenopsis, które są NIEJADALNE. Kwiatek kwiatkowi nierówny. W ramach współpracy przekaż to spostrzeżenie szefowi, żeby przypadkiem komuś nie zaszkodził.

    1. Dusia says: 10 września 2012 at 10:52

      Myślę, że nikt w Polsce nie wpadłby na pomysł by zjeść kwiatek storczyka 🙂 Szkoda kwiatka, lepiej wsadzić sobie we włosy i poczuć magię Tajlandii 🙂

    2. aleglodomorek says: 10 września 2012 at 11:12

      Ja bym chyba jednak wpadła na to by go zjeść, więc może warto przekazać to spostrzeżenie szefowi 🙂 Zazdroszczę wypoczynku, czekam na dalszą relację 🙂

    3. Anonimowy says: 3 października 2014 at 20:56

      Uwierz, że w Polsce naprawdę są ludzie, którzy wiedzą, że zasadą dekorowania potraw jest stosowanie rzeczy wyłącznie jadalnych! Nie daje się na talerz niczego, czego nie można zjeść. Uczą tego w dobrych szkołach gastronomicznych i jest to także wiedza wynoszona z domu, tak jak umiejętność jedzenia właściwymi sztućcami, ustawiania zastawy na każda okoliczność, ubierania się inaczej na przyjęcie koktajlowe, a inaczej na śniadanie czy kolację,itp., itd… No, ale nie każdy potrafi, więc mamy na talerzach takie nieporozumienia. Nie świadczą dobrze ani o kucharzu, ani o lokalu.

  2. Brenia says: 10 września 2012 at 10:55

    Nic tylko pozazdrościć 🙂 Wszystko wygląda fantastycznie 😉

  3. MartynCia ^^ says: 10 września 2012 at 10:57

    Świetna relacja 😉 zazdroszczę i gratuluję wspólpracy jednoczenie. Czekam na więcej! 😉

  4. Kamila says: 10 września 2012 at 11:04

    Pyszna relacja 🙂

  5. Ewa says: 10 września 2012 at 11:58

    Fajna relacja z Władysławowa:) Bardzo podoba mi sie Twoja radośc życia (podskoki na zdjęciach):) I super wygląda ten wielki talerz zupy przy takiej kruchej Kobietce, gdzie zmieściłaś tyle jedzenia?;) Pozdrawiam z Gdyni:)

  6. Tomek gotuje says: 10 września 2012 at 12:05

    Tylko pozazdrościć 🙂 Z chęcią bym wsunął talerz takiej ostrej zupki 🙂

  7. Wiola says: 10 września 2012 at 12:16

    Świetna fotorelacja, niektore z tych potraw zjadlabym porosto z eranu mojego komputera :D:D

  8. kaczodajnia says: 10 września 2012 at 13:01

    To sie nazywa współpraca 😉

  9. Ania says: 10 września 2012 at 13:15

    Ale Wam super było! 🙂

  10. Bee says: 10 września 2012 at 13:37

    Tylko pozazdrościć takiego wyjazdu 🙂

  11. Patyska says: 10 września 2012 at 14:25

    O, Velaves, wpadłam tam na pedikiur i masaż ze dwa razy (będąc na wywczasie nadmorskim ;)), pyknęłam też kawkę, ale porażona pretensjonalnością miejsca nie drążyłam tematu. Źle zrobiłam może? 😉

    1. Dusia says: 10 września 2012 at 14:36

      A co konkretnie pretensjonalne było dla Ciebie? Ja korzystałam tylko z magnetoterapii.

    2. Patyska says: 10 września 2012 at 15:48

      Wystrój, bar, nie mówię o zabiegach, bo te trudno określać w kategoriach pretensji 😉 Natomiast obsługa – super, panie kosmetyczki i Tajka od masażu bardzo miłe.

    3. Dusia says: 10 września 2012 at 15:50

      mnie tylko palmy się nie podobały 😛 ale prezes hotelu to fan Tajlandii więc pewnie trochę mu tutaj drzewek brakowało hehe

  12. Katarzyna Kania says: 10 września 2012 at 15:06

    Takiej współpracy naprawdę tylko pozazdrościć 🙂

  13. k.m.w. says: 10 września 2012 at 16:25

    wow! super relacja 🙂

  14. CornerWithRecipes says: 10 września 2012 at 16:27

    jedzenie wygląda bardzo smakowicie! 🙂

  15. Paulina says: 10 września 2012 at 16:39

    to ciasto podoba mi się najbardziej:)

  16. MartynCia ^^ says: 10 września 2012 at 16:58

    I chciałam zaprosić Cię do wspólnego gotowania.
    Bohaterem glównym jest kiwi, z okazji mojej akcji „Kiwi Cię Zadziwi” na durszlaku.
    Tematem przewodnim jest przygotowanie deseru (nie ciasta!) z udziałem tego owocu. Przepis powinien się pojawić na blogu w dniach: 18-20.09.2012, więc jest sporo czasu 😉 . Jeżeli wyrazisz chęć proszę o odpowiedź u siebie;).

    Pozdrawiam Serdecznie;)

  17. Klarysa. says: 10 września 2012 at 18:11

    Oj zazdroszczę zazdroszczę tych wycieczek oczywiście bo akurat mam takie szczęście że często jestem zapraszana na tajskie jedzienie do tajskiej rodziny.Uwielbiam ich kuchnię;)

  18. burczymiwbrzuchu says: 10 września 2012 at 18:28

    Widzę, że pobyt niezwykle udany 🙂
    A na widok tajskiej zupy się uśmiecham, bo to zdecydowanie moje smaki!
    Tosia.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.