W niedzielę razem z Jolą miałyśmy okazje poprowadzić warsztaty dekorowania pierniczków z firmą Dr. Oetker. Warsztaty odbyły się z okazji Mikołajek dla dzieci w sopockiej Operze Leśnej. Chętnych dzieci do dekorowania pierniczków było bardzo dużo 🙂 

Chłopiec z prawej jako jedyny przygotował ciasteczko dla mnie, prawdziwy dżentelmen 🙂
Dzieci były w przeróżnym wieku, ale zarówno chłopcy jak i dziewczynki wspaniale się bawili dekorując kolejne pierniczki 🙂 Zobaczcie jak oblegane były nasze stanowiska:)
Niektórym tak dekorowanie się podobało, że nawet prezenty od Mikołaja ich nie kusiły 🙂
Natomiast ja z miłą chęcią zrobiłam sobie zdjęcie z Mikołajem 😉
Dziękuję Dr. Oetker za możliwość poprowadzenia warsztatów, Joli za wspólne dekorowanie pierniczków i rozmowy, Pawłowi za rolę fotografa i nieocenioną pomoc w trakcie warsztatów 🙂
Długo nie mogłam się zebrać, aby napisać tą relację. Dlaczego? Mam mieszane odczucia, co do tego wydarzenia. Za dużo o marketingu, kontrowersyjności i zarabianiu na blogu, za mało szczegółów, same ogólniki, tajemnice…Z drugiej strony poznanie Was – blogerek kulinarnych, dużo rozmów kulinarnych i około kulinarnych, ale też poznanie niesamowitej Marii Czubaszek.

I powinnam napisać do Was „Hej kochani”, bo w taki sposób okazało się, że jesteśmy postrzegane przez grono blogerów niekulinarnych. Jesteśmy  przesłodzone jak część naszych wypieków…Jesteśmy takie same, nie wyróżniające się, bo nie piszemy nic ciekawego, ot przepis ze zdjęciem…I po takich słowach pojawił się bunt w 2 rzędach blogerek kulinarnych 🙂
zdjęcie od fotografa z BFG
Po serii wykładów, które nie wiele zdradziły, choć brzmiały obiecująco wyciągnęłam wniosek taki jak na zdjęciu.
Drugi dzień był dużo lepszy, wszystko dzięki wykładowi Pani Marii Czubaszek, który był właśnie o kontrowersyjności. Niesamowita kobieta! Konferencja, na której wszyscy głośno się śmiali i w końcu zrobiła się luźniejsza atmosfera. Razem z dziewczynami zrobiłyśmy sobie z Panią Marią zdjęcie 🙂
Drugi świetny wykład, który myślałam, że wcale nie będzie mnie dotyczył (bo bloga dziecięcego nie prowadzę), był taki ludzki, bez tabelek i danych, a poprowadziła go Dorota Zawadzka. Było o nas, o kobietach i uczuciach, z poczuciem humoru, ale tez z morałem. 
Jako blogerka kulinarna musiałam zwrócić uwagę na catering, który nie powalił mnie kompletnie, za to kawa była rewelacyjna.

Drugiego dnia odbyły się także warsztaty fotografii i stylizacji kulinarnej. Miałam wrażenie, że fotograf  nie chciał albo nie potrafił się podzielić swoją wiedzą z nami. Na zadawane pytania odpowiadał nieumiejętnie. Stanowisk do robienia zdjęć było za mało, bo tylko 3 na sporą grupkę blogerów. Na koniec każdy z nas miał wybrać zdjęcie, które według niego było najlepsze. Pan fotograf razem z babką od stylizacji-która nic nam o niej nie powiedziała tak swoją drogą-nagrodził 3 najlepsze zdjęcia w tym moje, co było dla mnie nie będę ukrywać miłym wyróżnieniem. Nagrodą była książka Jamiego Oliviera, torba na piknik (zawsze chciałam taką sobie kupić) i kolejny fartuszek do kolekcji 🙂 A to zdjęcie, o którym mowa:
I kilka innych pstryków, które w trakcie zrobiłam 🙂
Podsumowując Blog Forum Gdańsk to wydarzenie, gdzie spotykasz ludzi z taką pasją jak Ty. Dla takich spotkań, na których rozmowy kręcą się wokół tego, co lubisz robić a inni to rozumieją warto tam być i mam nadzieję, że za rok znowu będę miała zaszczyt gościć na tym wydarzeniu w moim pięknym Gdańsku. Nie wiele mamy takich wydarzeń w Gdańsku, gdzie blogerzy kulinarni mogą razem się spotkać, a to jest wspaniała okazja. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, których poznałam i tych, których mi się nie udało, chociaż bardzo bym chciała 🙂
Niedawno zostałam zaproszona na warsztaty organizowane przez firmę Global Fish. Na warsztaty pojechałam razem z Pavciem, w końcu 5 godzinna podróż to jest coś i trzeba mieć towarzysza. Z samego rana o 4.30 więc wybraliśmy się do Warszawy.
Zaraz jak dojechaliśmy, z powrotem cofnęliśmy się w kierunku Gdańska i z grupą uczestników jechaliśmy na zwiedzanie akwakultury tilapii w Bońkach koło Płońska. Cała hodowla zrobiła na mnie ogromne wrażenie, wielkie zbiorniki z tysiącem ryb, bez aplikowania antybiotyków, hormonów czy innych świństw.Cieszę się, że już za kilka miesięcy będziemy mogli dostać świeżą tilapię w sklepach.

Następnie ruszyliśmy do SmArt Studio w Warszawie na spotkanie z Gavinem Baxterem, szefem kuchni w hotelu Mariott. Gavin opowiedział nam o tilapii, a następnie pokazał jak należy filetować rybę. Potem przyrządzaliśmy, korzystając z rad Gavina 3 różne dania z użyciem tilapii.

Na początku przygotowaliśmy tilapię na sposób syryjski z sałatką. Z Anią tworzymy zgrany duet.
Drugie danie to tilapia po libańsku z sosem sezamowym i marokańską salsą, chyba mój faworyt.
Ostatnie danie to tagine rybne na kuskusie.
Bardzo podobało mi się wspólne jedzenie, gdzie każdy mógł spróbować jak smakuje to samo danie przyrządzone przez kilka różnych rąk 🙂
Nie mogło zabraknąć wspólnych zdjęć, z Anią i z Gosią, która chciała mnie zwieść kolorem włosów 🙂 Z serii 3 blondyny 🙂
Tilapia to ryba, która nie śmierdzi rybą, jest delikatna, nie ma tony ości, a można ją grillować, smażyć i zapiekać. To ryba dla mnie, więc od teraz nie mogę powiedzieć, że ryb nie lubię. Tilapia została moim numerem jeden.
Wspaniale było poznać tyle sympatycznych osób, dziękuję za zaproszenie na warsztaty, a także wszystkim za wspólne gotowanie i mojemu osobistemu fotografowi za zdjęcia.
część zdjęć własnych, część od Global Fish
Miałam okazję uczestniczyć w warsztatach, których patronatem było piwo marki Książęce. Warsztaty odbyły się w Smart Studio w Warszawie. Na początku mieliśmy ciekawy wykład o piwie, który poprowadził Maciej Chołdrych – sensoryk piwa zdradzając nam tajniki produkcji, podawania i degustacji.

Gotowaliśmy z dodatkiem 3 piw – czerwone lager, złote pszeniczne i ciemne łagodne. Każde inne i wyjątkowe.



Kolejną część warsztatów, czyli gotowanie poprowadził Tomasz Jakubiak i Tytus Czunikin-Krasowicki. Każdy z nas dostał inną potrawę do przygotowania, ja wybrałam żeberka ze „świni złotnickiej” w sosie BBQ  przy użyciu ciemnego, łagodnego piwa.

Tosia – moja towarzyszka w podróży, częstowała mnie swoją piekielnie ostrą salsą 🙂
Nieskromnie powiem, że moje żeberka były bardzo pyszne 🙂 Same warsztaty upłynęły w wesołej i piwnej atmosferze, a ja nauczyłam się robić smakowite żeberka.

Głównym celem mojego pobytu w hotelu Velaves było uczestnictwo w warsztatach z Szefem Kuchni Robertem Joachmiak-Szpinda. Tematem warsztatów były makarony. Dowiedziałam się jak w prosty i bardzo szybki sposób przygotować pyszne makaronowe danie, na którego podstawie mogę kombinować     i dodawać różne dodatki. W między czasie usłyszałam kilka ciekawostek, Robert służył radą i z przyjemnością słuchałam z jaką pasją opowiada o jedzeniu i jego przyrządzaniu. Pokazano mi także jak ładnie dekorować potrawy. Przyrządziliśmy wspólnie kilka makaronów w kuchni restauracji V4,  porozmawialiśmy o drugiej pasji Roberta, czyli o tatuażach 🙂 Bardzo przyjemne warsztaty, będę próbować odtworzyć smak tych dań w domu.
 Dusia w wielkim mieście. Warszawa to upalne i zatłoczone miasto. Jednak kiedy można się spotkać w miłym gronie to zupełnie inne perspektywa. Odbyliśmy szkolenie SEO, pogadaliśmy i pośmialiśmy się 🙂 Poznałam dużo nowych osóbek, w szczególności cieszę się, że w końcu poznałyśmy się z Pauliną :* Zapraszam na krótką fotorelację.

Pod Pałacem namierzyłam Sonię Bohosiewicz i Kasprzykowskiego.
Widok z mojego pokoju hotelowego.
Niektórzy wieczorem mieli takie widoki.
Siedziba Nestle-Winiary.
Z Pauliną 🙂
Z dobroduszną Jolą 🙂
Słuchamy, uczymy się…
Pstrykamy 🙂

Degustujemy.
Tysiące rozmów:)
Dziękuję za spotkanie :*

3 dniowa Warszawa.
dużo chodzenia, dużo zwiedzenia, dużo zdjęć.
pięknie i tłocznie.

1. Kebab Mil na alei 3-go maja
Tyle mięsa (i to dobrego) w kebabie w trójmieście nie znajdziecie. To był kebab z prawie samym mięsem. Cena w porządku, bo jedyne 9,50 – idealne miejsce dla mięsożerców. Sos czosnkowy niespecjalnie smaczny, raczej jogurtowy niż czosnkowy przez co nie byłam w stanie zjeść wszystkiego. 
2. Biedronka ul.Tamka
Znaleźć Biedronkę w Warszawie nie łatwa sprawa, nikt o takowej nie słyszał (nawet panowie policjanci). Namęczyliśmy się, ale znaleźliśmy. Śniadanie było- smaczne i tanie. Tosty z serem – klasycznie.
3. Carrefour
O ile pepsi wszędzie smakuje tak samo, pomidor też był dobry, to smród unoszący się nad mięsnym był okropny. Wzięliśmy 2 opakowania szaszłyków, niestety mięso było albo stare albo z niekastrowanego knura. A fuuuj. 
4. KFC
Nie ma to jak B-smart, smaczny twister i frytki z dwoma ketchupami (jeden zawsze trafia do torebki na potem). Krushers dla mnie bez rewelacji, dla P. idealne. Bardzo zimne, dużo wiórków i pinacolada. Może jakby było cieplej.

5. Starbucks
Byliśmy już we Wrocławiu, byliśmy w Warszawie (w Gdańsku jeszcze nie). Ceny średnio zadowalające jak dla studenta, ale caffe latte było smaczne na tyle, że nie potrzebowałam cukru, no i ta pianka jeszcze. Ale jak zobaczyłam, że P. i E. dostali czekoladę z ogromną ilością bitej śmietany to zaczęłam im zazdrościć. Szkoda, że bita śmietana wylewała się spoza kubka, a serwetek nie było. Jednak jako miejsce na spotkanie idealne. 

6. Pańska skórka na Starym Rynku
No tego to u nas nie ma. Można się poczuć jakby się cofnęło w dawne czasy. Cukierki zapakowane w pergamin. Ładny różowo żółty kolorek i ten słodki karmelowy smak. A po za tym to niezła mordoklejka:)

7. Pizzeria Dominium
Przeczytaliśmy menu i wyszliśmy, a szkoda bo taką ochotę miałam na dobrą pizzę. Pizza 30cm z dwoma składnikami za 30zł nie jest na naszą kieszeń. W Gdańsku taką dostaniemy za 10-15zł max. 
8. Mc Donald
Mała kawa za 3zł, idealne na „tuż przed wyjazdem”. A potem w metro i na dworzec pks.

Ogólnie myślałam, że będziemy żywić się tylko kebabami, ale po pierwszym stwierdziliśmy, że nie będziemy ryzykować. Mogłoby być lepiej i taniej.Przydałaby się jakaś lista kebabów i miejsc polecanych w Warszawie.
Pozdrawiam już z deszczowego Gdańska
P.S. Zdecydowanie polecam na lody i grilla do Wyszkowa 🙂