Kanapeczki z faszerowanej bagietki to świetna przekąska na domową imprezę czy Sylwester. Podana z ulubionym sosem na pewno zniknie szybko z talerza. Wszystkie przepisy na przekąski tu. 

Faszerowana bagietka
bagietka
serek śmietankowy
kilka długich kabanosów
ogórek konserwowy
papryka czerwona
rukola/natka pietruszki

Bagietkę naciąć wzdłuż, ale nie do końca (tak do środka) - usunąć trochę miękkiej części pieczywa.. 
Nafaszerować pieczywo serkiem, kabanosami, ogórkami, papryką, rukolą i natką. 
Zwinąć do siebie mocno, owinąć folią spożywczą ciasno i włożyć do lodówki na min. godzinę.
Odwinąć z folii i kroić w kromeczki, podawać z sosem np. czosnkowym.

Program Paired to nowy kulinarny program marki Sheraton, który stworzony jest w oparciu o światowe kulinarne trendy. Paired - to selekcja lokalnych przekąsek w towarzystwie win premium lub piw rzemieślniczych. Program, a w zasadzie karta przekąsek dedykowana jest osobom, które szukają czegoś nowego, niebanalnego, nowych wrażeń kulinarnych.

Jakiś czas temu udało mi się wygrać podwójne zaproszenie na bufet niedzielny w Hotelu Rezydent. O smakowitych bufetach niedzielnych pisałam Wam w tym wpisie (klik). Tym razem zapraszam na fotorelację. Z zaproszenia skorzystaliśmy w lutym, dzień po Walentynkach, kiedy karnawałowe bufety wzbogacone były o life-cooking prowadzony przez Szefa Kuchni.

W ramach cyklu Pożeraczka książek i dzięki współpracy z Internetową Księgarnią Gandalf.com.pl oraz dzięki uprzejmości Business&culture mogę zaprezentować Wam kolejną recenzję.

Paulina i Michał Stępień
Wydawnictwo Muza SA
Stron: 288
Autorką książki jest Paulina i Michał Stępień, którzy na co dzień prowadzą stronę kotlet.tv. Nie będę ukrywać, że podeszłam do tej książki z pewnym sentymentem, ponieważ swoje gotowanie rozpoczęłam głównie od przepisów Pauliny, Jej filmiki były dla mnie naprawdę pomocne na początku mojej kulinarnej przygody. Miałam też przyjemność poznać Paulinę osobiście w akcji podczas mini-warsztatów, które prowadziła na plaży w Sopocie :). Sympatia do Pauliny nie wpłynęła jednak na moją opinię o książce. 



Na początku książki znajduje się spis treści, w którym wyszczególniono rozdziały:
świeże chrupiące - chleb i bułki
małe wielkie - przekąski i przystawki
smakowite gorące - obiady
pyszne słodkie - ciasta i desery.
W środku opublikowano aż 130 przepisów, które w większości są naprawdę proste w wykonaniu. We wstępie dowiemy się, jak wyglądała droga do sukcesu bloga autorów oraz to, że wciąż gotują w tej samej niedużej kuchni, co na początku. Już od pierwszych słów da się lubić Paulinę, za Jej szczerość, tak po prostu. 



Przed każdym rozdziałem znajdziecie opis-wprowadzenie od autorki oraz zdjęcia Jej samej, uśmiechniętej przy różnych smakołykach. Przy każdym przepisie także znajdziecie kilka ciepłych słów o samym przepisie. Przepisy opracowano dobrze, opis przygotowania jest jasno przedstawiony, podano także ilość porcji i czas przygotowania. 



W większości są to przepisy proste, podstawowe - raczej takie klasyki jak np. camembert zapiekany, palmiery, lemon curd, pancakes czy pizzerki. Jest też całkiem sporo zdrowszych propozycji z kaszą jaglaną (za tą nie przepadam i liczę, że może jakiś przepis stąd zmieni moje zdanie). Każdy przepis opatrzony jest zdjęciem (oczywiście autorstwa blogerki), a te zdecydowanie się poprawiły, jeśli chodzi o jakość. Paulina ma swój własny styl zdjęć, one są takie domowe - dla kogoś może być to wadą, że nie są profesjonalne, zrobione przez super fotografa, a dla mnie są spójne z autorką i całą książką. 









Przy niektórych przepisach są ułatwiające zdjęcia krok po kroku. 





Jak zawsze postarałam się o to by przetestować choć jeden z przepisów (ale z kotlet.tv mam naprawdę wypróbowanych sporo i zawsze wszystko jest ok). Tym razem padło na zupę kukurydzianą, która wyszła trochę za mało gęsta, a przez dodatek papryki, jaki jest przecież w składnikach, wcale nie wyszła taka jasno-żółta, jak na zdjęciu Pauliny. Mimo wszystko była prosta w przygotowaniu, tania i smaczna.



Na końcu książki opracowano alfabetyczny wykaz potraw. 


Książka jest gruba, wydana w twardej oprawce na matowym papierze (szkoda, że nie błyszczącym), zawiera mnóstwo łatwych przepisów dla każdego, kto nie lubi stać w kuchni godzinami. Czytając opisy autorki czuje się jakąś taką pozytywną energię (może też dzięki uśmiechniętym zdjęciom Pauliny). Sielski design książki, kolorowa kratka przypadnie do gustu osobom, które nie wymagają by książka kucharska była zarazem albumem fotograficznym. Właśnie też z tego powodu nie rozumiem, dlaczego książka ma tak wysoką cenę (standardowo aż 69 zł, ale w Gandalf.com.pl jest za 59zł), w tak wysokiej cenie można kupić książki szefów kuchni zagranicznych lub książki z profesjonalną fotografią kulinarną. W książce znajdują się przepisy, których nie ma na blogu (sprawdziłam :) ). 
Polecam dla osób, którą cenią prostą i domową kuchnią, szybkie przepisy na różne okazje. 



Jeszcze przed świętami chcę podsunąć Wam pomysł na prezent, jakimi może być książka kulinarna - przyda się zarówno tym chcącym nauczyć się gotować i tym, którzy chcą eksperymentować w kuchni. Wszystkie recenzje kulinarnych książek znajdziecie tutaj. Dzisiaj przedstawiam jedną z najpiękniejszych książek jakie miałam przyjemność poznać. 

Katie Quinn Davies
Wydawnictwo: Buchmann
Stron: 298
"What Katie Ate" to najbardziej pożądana książka przez blogerki kulinarne, a to za sprawą cudownych fotografii i faktu, że książka została wydana przez Katie, blogerkę z popularnego bloga. Książka jest niczym smakowity album, a to pewnie za sprawą tego, że autorka pracowała przez spory czas, jako grafik. We wstępie autorka wspomina swoja kulinarne porażki i przerwę w prowadzeniu bloga. Blog okazał się jednak po czasie niezwykle popularny, a blogerka otrzymała propozycję wydania książki. 


Na początku książki znajdują się także wskazówki i porady kulinarne, którymi chciała się podzielić z nami autorka.


W książce znajduje się wiele sezonowych przepisów podzielonych na kategorie:
śniadania
lunche
sałatki
kanapeczki i drinki
obiady
przekąski, przystawki i sosy
desery,
czyli jest tu po prostu wszystko, czego dusza zapragnie. 


Każdy przepis opatrzony jest fotografią, wstępem kilku zdań od autorki, składnikami, opisem przygotowania i ilością porcji. To co jedni uważają za atut tej książki, ja uważam niestety za minus - chodzi o różne czcionki (na jednej stronie 5 różnych!), które są malutkie i ciężko się je czyta, co prawda są spójne z fotografiami, ale gdyby chociaż trochę były większe czytanie byłoby przyjemniejsze. Tym razem nie udało mi się przetestować jeszcze żadnego przepisu, ale nadrobię to, na razie pozachwycam się fotografiami.


Za co kochamy What Katie Ate? Za przepięknie wystylizowane zdjęcie, dopracowane w każdym miejscu, za idealne kadry - właśnie, dlatego tą książkę można przeglądać i chce się jeszcze więcej...





Książka zakończona jest alfabetycznym spisem treści ułożonym po składnikach. 


"What Katie ate" to przepięknie wydana książka w twardej okładce, na dobrej jakości papierze z mnóstwem inspirujących fotografii i zbiorem ponad 100 przepisów na każdą porę roku. Uwielbiam książki, w których zarówno treść, jak i fotografie są autorki. Przestylizowane czcionki trochę męczą oko, ale widać, że grafika jest tu spójna ze stylem, jaki chciała osiągnąć autorka. W zasadzie to można tą książkę traktować bardziej jako album fotograficzny niż książkę kucharską.


Wpis powstał w ramach współpracy z Internetową Księgarnią Gandalf.com.pl.





Podczas mojej wycieczki do Torunia miałam punkt obowiązkowy do odwiedzenia - to właśnie restauracja Róże i Zen. Miejsce polecane było w Internecie ze względu na niesamowity klimat, który koniecznie chciałam poczuć...I powiem Wam, że jeszcze nigdy nie byliśmy w tak klimatycznym i magicznym miejscu. Zachęcę Was bardziej, jeśli powiem, że kręcono tutaj serial Lekarze?

ul. Podmurna 18
Toruń

Do Torunia przyjechaliśmy późnym popołudniem, więc wieczorem wybraliśmy się na romantyczny spacer po Starym Mieście. Przechadzając się uliczkami warto skierować swoje kroki na ulicę Podmurną by znaleźć nieco niepozorne miejsce ukryte za murami, czyli Róże i Zen. Miejsce idealnie nadaje się na romantyczną kolację. 


Po przekroczeniu progu restauracji od razu wyczuwa się magiczny klimat. Lokal urządzono niezwykle przytulnie, w retro stylu, który przypomina mi babcine mieszkanie. Jest pełno bibelotów, obrusy koronkowe, kryształy, obrazy, firanki, zasłonki, stare lampy, pachnie ciastem i przyjemnie gra muzyka. 









Prawdziwa magia zaczyna się, kiedy zostajemy zaproszeni do ogródka, a naszym oczom ukazuje się niesamowity widok - stoły z kwiatowymi obrusami, ze świeżymi kwiatami, z płonącymi świeczkami, pomiędzy murami z czerwonej cegły, na murach wiszą obrazy, a pomiędzy stolikami wyrastają drzewa i myśli się wtedy...chwilo trwaj.







Po chwili dostajemy menu i znowu wpadamy w zachwyt...takiego menu jeszcze nie widzieliśmy. Czyż nie jest piękne, bajkowe, romantyczne? Najpiękniejsze, jakie widziałam!




W menu znajdziemy kilka przystawek - różne rodzaje podpłomyków i tartaletek, sałatki, zupy, dania główne mięsne i rybne, dania mączne, makarony, ciasta własnego wypieku i desery. Na wieczorne przekąski wybieramy sałatkę parmeńską za 19 zł oraz podpłomyki z sałatą, ogórkiem, twarożkiem, chrzanem i kiełkami za 13,50 (standardowo jest tu też łosoś wędzony). W składzie sałatki znalazła się szynka, karmelizowane jabłko w miodzie, camembert i świeża sałata polana sosem winegret. Oby dwa dania nam smakują, ewentualne zastrzeżenia mamy do pieczywa, które mogłoby być chrupkie, ale delektujemy się nimi w przepięknej aurze i romantycznej atmosferze.





Następnie wybieramy desery - szarlotkę z bitą śmietaną za 13,50 zł oraz sałatkę owocową z bitą śmietaną i lodami za 16,50 zł. Szarlotka jest pełna słodkich jabłek i cynamonu obok jest duża porcja domowej bitej śmietany i lodów. Porcja gigantyczna nawet dla smakosza szarlotek, jakim jest Paweł. Ja dostają wypchaną po brzegi owocami uroczą miseczkę w róże - są pomarańcze, jabłka, grejpfrut, banan, gruszka. Podoba mi się, że bitą śmietanę zaserwowano w oddzielnym pucharku, dzięki czemu sama decyduję, kiedy ją zajadam :). 







W między czasie Paweł popija latte macchiatto za 9,50 zł, a ja nie mogę zdecydować się długo na herbatkę, bo wybór jest spory i jakże oryginalny. W końcu decyduję się na herbatę brzoskwiniową z nagietkiem za 7 zł. 




Uważam, że Róże i Zen to punkt, który każdy powinien odwiedzić i dać się zaczarować. Jedzenie jest smaczne, ceny nie są wygórowane, obsługa młoda, a wrażenia niezapomniane. Przepiękne miejsce w Toruniu.