Solidna, nieprzywierająca i z odpinaną rączką patelnia to marzenie każdej osoby, która kocha gotowanie. Przyznam się Wam, że mam to szczęście, że w mojej kuchni znajdziecie same dobre patelnie, ale patelni do smażenia bez tłuszczu WOLL jeszcze nie miałam! Z przyjemnością podjęłam się przetestowania głębokiej patelni marki WOLL z linii Diamond ze sklepu internetowego patelnie tytanowe. Przygotowałam w niej żeberka po azjatycku, chodźcie przeczytać przepis :).

Żeberka po azjatycku

jak zrobić żeberka

Nadeszła jesień i zrobiło się jakoś szaro za oknem, więc dzisiaj jesienne leczo z dynią i pieczarkami pełne kolorów i smaków. Leczo z dynią przygotowałam w moim nowym woku, który dostałam w ramach współpracy ze sklepem Tescoma.  Wok to moja ulubiona patelnia, bo raz dwa się nagrzewa i można w niej przygotować szybko dania jednogarnkowe. Ten wok ze zdjęcia jest masywny i przeznaczony do wszystkiego rodzaju kuchenek, ma dno indukcyjne ze stali nierdzewnej, posiada powłokę nieprzywierającą Teflon Classic i nienagrzewającą się rączkę. Gotowanie w takim woku to czysta przyjemność. 

Leczo z dynią i pieczarkami

2 cebule
2 ząbki czosnku
około 150 g pieczarek
pół małej dyni hokkaido
zielona i czerwona papryka
sól, świeżo mielony pieprz czarny
papryka słodka, ostra i wędzona
imbir, kurkuma, zioła włoskie
szklanka wody lub bulionu
pokrojone pomidory z puszki
olej do smażenia
natka pietruszki do posypania
W woku rozgrzać olej i przesmażyć pokrojoną cebulę.
Pod koniec dodać czosnek przeciśnięty przez praskę. 
Dodać pokrojone w plasterki pieczarki i smażyć razem.
Dynię pokroić na 1-2 cm kawałki ze skórką i wrzucić na cebulę, smażyć razem około 10 minut. 
Dodać pokrojoną w kawałeczki paprykę czerwoną i zielona, wymieszać.
Zalać całość szklanką wody lub bulionu, dodać pomidory z puszki.
Doprawić do smaku wszystkimi przyprawami, dusić razem około 10 minut. 
Przed podaniem posypać natką pietruszki.
Leczo podawać z ryżem lub pieczywem.

W mojej kuchni pojawił się na jesień nowy pomocnik. Po raz pierwszy miałam okazję testować i używać blender kielichowy. Blender kielichowy Amica BTK 5011 IN to stylowe urządzenie, które jest bardzo proste w obsłudze. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o nim to zapraszam do rozwinięcia wpisu – pod przepisem znajdziecie mini recenzję. 
Na jesienną niepogodę przygotowałam zielony koktajl na bazie szpinaku, który bogaty jest w witaminę C, potas, magnez, żelazo i antyoksydanty. Banany mają wysoki indeks glikemiczny, ale są też skarbnicą potasu oraz łagodzą stany zapalne błony śluzowej żołądka. Pamiętajcie aby dostarczać sobie teraz witaminy i mikroelementy aby nie dać się chorobom :). 

Zielony koktajl – szpinak z bananem

pół paczki listków młodego szpinaku
3-4 banany
500 ml zimnego mleka (można zastąpić wodą)
sok z połowy cytryny
opcjonalnie: łyżeczka siemienia lnianego
Wszystkie składniki wrzucić do kielicha blendera i zmiksować.
Najlepiej wypić od razu, ale na drugi dzień również się nadaje.


Kilka informacji o blenderze Amica BTK5011:
– cena ok. 230 zł
– moc 800 W
szklany dzban o pojemności 1.5 litra odporny na zarysowania
– ostrza ze stali nierdzewnej
– obudowa ze stali szlachetnej + podświetlenie led
płynna regulacja prędkości od 1 do 10 i funkcja pulse
– miarka w pokrywie blendera
– możliwość mycia w zmywarce
– długość przewodu 1 m.
Ponadto wytypowałam kilka dodatkowych zalet, które przyszły mi na myśl podczas użytkowania sprzętu.
Zalety:
– bardzo estetyczny wygląd
– miksowanie produktów zimnych, gorących zup, a także kruszenie lodu
– łatwy montaż (wystarczy dzban postawić na podstawie i gotowe, nie trzeba nic przekręcać)
– funkcja zabezpieczenia przed przegrzaniem.

Co można by poprawić? 
– przydałby się tamper (ubijacz)
– uważam, że światełko LED powinno włączać się w momencie podłączenia do prądu blendera, a nie dopiero po przejściu do fazy miksowania
– blender posiada funkcję awaryjnego wyłączenia, ale producent w instrukcji zaleca miksować przez max. 2 minuty.

Podsumowując muszę napisać, że jest to bardzo dobry w stosunku ceny do jakości blender kielichowy, który sprawdzi się jako pomocnik w kuchni. Z jego pomocą można szybko przygotować koktajle owocowe i warzywne (choć nie są one idealnie gładkie), pasty i pesto ziołowe (którego przygotowanie zajmuje trochę czasu, ale efekt mnie zadowolił), domowe mleko roślinne, mrożoną kawę, zmiksować zupę na krem czy zrobić masło orzechowe.

pesto pietruszkowe

ciasteczkowa kawa mrożona
domowe mleko kokosowe

domowe masło orzechowe
domowe masło orzechowe – trochę się przy nim napracowałam, nie wyszło idealnie gładkie, ale może potrzebowało czasu jeszcze

smoothie banan ananas
Co Wy byście przygotowali w takim blenderze? 🙂

Dzisiaj przygotowałam dla Was test frytkownicy beztłuszczowej Blaupunkt AFD501. Po raz pierwszy miałam okazję przetestować taki sprzęt i nie wiedziałam w sumie czego się spodziewać, ale przez miesiąc intensywnie używałam frytkownicy beztłuszczowej. 

Czy warto kupić frytkownicę beztłuszczową?
Dla kogo jest taki sprzęt?
Jakie ma zalety i wady?

Wielofunkcyjna frytkownica beztłuszczowa Blaupunkt AFD501 pozwala na pieczenie, smażenie, podgrzewanie czy grillowanie przy prawie zerowym zużyciu oleju. Wygląd maszyny jest estetyczny i nowoczesny, na środku znajduje się dotykowy panel do ustawienia temperatury i czasu pieczenia. Wyświetlacz jest naprawdę przejrzysty, a po zakończeniu pieczenia frytkownica sygnalizuje dźwiękiem koniec pracy i się wyłącza. Frytkownica ma moc 1500 W, a jej pojemność to 2,5 litra-cena na stronie producenta to 379 zł (klik). 

To, co najbardziej spodobało mi się w tym sprzęcie to możliwość przygotowywania zdrowych frytek, a wydawało się, że to niemożliwe. Frytki pieczone w piekarniku trzeba polać i tak kilkoma łyżkami oleju, a w tej frytkownicy wystarczy łyżka! Smak frytek jest o wiele bardziej zbliżony do smaku frytek smażonych w tłuszczu, z zewnątrz są one chrupiące, a w środku miękkie. Próbowałam robić frytki z własnych ziemniaków, ale także z mrożonych kupnych i obie wersje się sprawdziły. 

Zastanawiacie się jak to możliwe? Urządzenie działa za pomocą wiru ciepłego powietrza, dzięki czemu jedzenie równomiernie się ogrzewa. Komora i kosz frytkownicy pokryte są nieprzywierającą powłoką. Podczas używania niewytwarzany jest duszący zapach jak np. ze standardowej frytkownicy na tłuszcz. Oczywiście czuć delikatny zapach jedzenia, ale jest on przyjemny. Urządzenie pracuje stosunkowo cicho i nagrzewa się na zewnątrz w trakcie pracy, ale nie jest bardzo gorące.

Temperaturę można regulować od 150 do 200 st.C. Maksymalny czas pieczenia to godzina. Misę wyciąga się z frytkownicy przy użyciu rączki, która w trakcie pieczenia w ogóle się nie nagrzewa. 
Zazwyczaj do pieczenia używam 180 st.C. i sugeruję się czasami pieczenia jak w piekarniku. Przygotowanie kawałków z filetu kurczaka w ulubionych ziołach (zupełnie bez tłuszczu) zajęło mi 25 minut w temp. 180 st.C. Kawałki kotletów z zewnątrz były lekko obeschłe (na pewno niewielka ilość tłuszczu by pomogła) za to w środku niezwykle soczyste. 

Próbowałam zrobić chipsy z ziemniaków, jednak plasterki ziemniaków trzeba dokładnie osuszyć i kłaść pojedynczo-moje niestety się skleiły, przez co w niektórych miejsca nie dopiekły. Za to pojedyncze były super chrupiące i smaczne. 

Roladki ze schabu z pesto czerwonym z zewnątrz były posypane tylko przyprawami, a pięknie się przyrumieniły i były gotowe w 30 minut. Obok piekłam także domowe frytki do obiadu. Dania w trakcie pieczenia, ja to robię w połowie czasu, należy przemieszać, aby równomiernie się upiekły. Podczas wyjęcia misy (na czas przemieszania) maszyna się wyłącza, a po włożeniu należy wcisnąć przycisk „on” i załączy się oraz dalej będzie odliczać czas do końca pracy.

Największym pozytywnym zaskoczeniem okazało się przygotowanie pałek kurczaka w przyprawach, które wyszły obłędnie. Nie dodaję do nich w ogóle tłuszczu, bo wiadomo, sama skórka jest tłusta. Kurczak wychodzi cudownie soczysty, pełen smaku – to zdecydowanie mój hit, bo wolałam smażyć kurczaka niż piec w piekarniku (i czekać na nagrzanie się go), a teraz zyskuje na tym moje zdrowie. Można porównać smak tego kurczaka do takiego z rożna. Jestem ciekawa, jak sprawdzi się kurczak ala kfc w panierce pieczony w tej frytkownicy.

Kotlety mielone również można przygotować beztłuszczowo-smakują podobnie, jak z patelni, ale nie mają chrupiącej skórki, jednak jest to super zdrowa alternatywa.

Frytkownica beztłuszczowa to jakby przenośny piekarnik, dlatego postanowiłam przygotować coś słodkiego i padło na pieczone jabłka z powidłami śliwkowymi. Jabłuszka wyszły przepyszne, zmiękły dosyć szybko, kiedyś robiłam takie w piekarniku i nie udały mi się tak dobre. Z wierzchu nieco przypaliły mi się orzeszki, następnym razem wcisnę je głębiej albo zmniejszę temperaturę pieczenia.

PODSUMOWANIE
Frytkownica beztłuszczowa Blaupunkt przypadnie do gustu wszystkich osobom, które nie posiadają piekarnika, bo świetnie go zastępuje i jest do tego mobilna (dobrze mieć taki sprzęt np. na działce). Sprawdzi się dla osób, które dbają o swoje zdrowie lub chcą jeść dietetycznie. Polecam w szczególności dla par, bo można przygotować dwie porcje potraw. 
Dla mnie użycie frytkownicy jest o wiele wygodniejsze niż piekarnika, bo nie muszę czekać aż się nagrzeje i od razu wkładam składniki do niej. Czas pieczenia jest minimalnie niższy niż w piekarniku, a dania z kurczaka wychodzą niezwykle soczyste, co jest największym plusem. 
Dzięki frytkownicy szybko można przygotować obiad lub same dodatki (np. pieczone ziemniaki, frytki, frytki z warzyw) oraz składniki do sałatki (pieczony filet z kurczaka), ale także coś słodkiego (ciekawe czy wyjdzie crumble).

PLUSY:
– ograniczenie zużycia tłuszczu do minimum
– możliwość używania od razu (bez czekania na nagrzewanie się)
– możliwość używania produktów świeżych i mrożonych
– łatwa obsługa
– zastępowanie piekarnika
– brak nieprzyjemnego zapachu w trakcie używania
– równomierne nagrzewanie potraw
– nieprzywierająca powłoka (co także ułatwia mycie sprzętu)
– składanie i rozkładanie sprzętu jest banalnie

MINUSY:
– brakuje mi instrukcji z czasami pieczenia przykładowych potraw
– brak przegródki rozdzielającej (dzięki której można by oddzielić pieczone mięso i warzywa)
– w trakcie pieczenia, kiedy wyjmie się misę do przemieszania potrawy, trzeba pamiętać o załączeniu ponownie działania (mogłaby się maszyna sama po włożeniu ponownym załączać).

Większość soków dostępnych w sklepach poddawana jest procesowi pasteryzacji, czyli technice konserwacji przy użyciu wysokiej temperatury. Nie od dzisiaj wiadomo, że wysoka temperatura nie lubi się z witaminami, bo je niweluje. Warto zainwestować w kupno wyciskarki, dzięki której będziemy mogli pić codziennie świeżo wyciskane soki. Zbilansowana dieta bogata w warzywa czy owoce  to poprawa zdrowia, która pozytywnie wpłynie na Wasz organizm. 

Czy warto kupić wyciskarkę?

W moim domu już jakiś czas temu pojawiła się wolnoobrotowa wyciskarka Vortex, z którą bardzo się polubiliśmy, bo posiada bardzo wiele zalet. Na początku wspomnę, że dystrybutorem wyciskarek jest polska marka pochodząca z Gdańska.
Czym się różni od sokowirówki i jakie dokładnie zalety posiada? Zajrzyjcie do wpisu poniżej.

Wyciskarka Vortex dostępna jest w trzech kolorach – czerwonym, srebrnym i białym, tak by w zależności od wyglądu naszej kuchni najlepiej się dopasować. Wyciskarka jest dosyć ciężka (około 6 kg), ale dzięki temu stabilnie trzyma się na blacie. Pracuje z mocą 300 W i wyciskanie odbywa się przez 50 obrotów na minutę. Ślimak został wykonany z wysokiej jakości tworzywa ULTEM, który jest odporny na najtwardsze składniki, dzięki czemu sok uzyskamy z twardych warzyw i owoców.
Zasadnicze pytanie: czym się różni sok z sokowirówki od tego z wyciskarki? Soki z sokowirówki są klarowne, często spienione, a z wyciskarki na ogół gęstsze, bardziej mętne. O ile ilość witamin w zależności od owoców jest różna w obu przypadkach to jednak ilość błonnika jest większa w soku z wyciskarki, co jest dosyć istotne przy odchudzaniu czy zachowaniu regularnego trawienia.  W sokowirówkach często znajdują się metalowe części, które niszczą witaminę C i antyoksydanty. Wyciskanie soku z wyciskarki trwa nieco dłużej niż z sokowirówki, ale otrzymujemy zdecydowanie większą ilość soku w szklance. Można też to sprawdzić w prosty sposób – wystarczy porównać wyciśnięte resztki, te z wyciskarki są suche (wszystko ląduje w naszej szklance).

W skład kompletu wchodzi wyciskarka, dwa pojemniki (jeden przydaje się na sok, drugi na resztki z owoców), szczotka do czyszczenia sitka i szczoteczka czyszcząca. W mojej paczce znalazła się też książka z przepisami na wyciskane soki. Możemy także dokupić sitko do robienia smoothie z takich owoców, jak np. banany czy sitko do sorbetów i przecierów, a nawet sitko do robienia tofu. Jeśli chodzi o czyszczenie to jest ono zdecydowanie przyjemne – należy jedynie pamiętać by elementy przepłukać wodą bieżącą od razu po wyciskaniu (aby nic nie zaschło) i gotowe. 
Ogromną zaletą wyciskarki jest przykrywka z dużym wylotem, w którym mieści się cała pomarańcza czy jabłko. Zdecydowanie przyspiesza to pracę. Obrotowy zgarniacz soku zakończony jest kranikiem z zatyczką „niekapkiem” i posiada skalę, na której widzimy ilość wyciśniętego soku. 
Na zdrowiu i dobrym samopoczuciu nie warto oszczędzać, a przecież szklanka świeżo wyciśniętego soku z cytrusów w te jesienne chłody przypomni nam słoneczne lato. Cena odpowiada jakości – nie jest mała, ale biorąc pod uwagę, że to wydatek na lata, a cena soczków jednodniowych świeżo wyciskanych też nie jest mała to może warto spojrzeć na cenę nieco inaczej.
Wyciskarki wolnoobrotowe można zakupić w Gdańsku w Galerii Przymorze, w Gdyni w Rivierze lub Galerii Port Rumia albo online poprzez http://vortexpoland.com/index.php/pl/.
To zdrówko!

P.S. Zobacz wpis – 10 powodów dlaczego warto pić domowe soki

Na blogu dawno nie było recenzji sprzętu, więc dzisiaj zapraszam Was na test garnków Fissler z linii Paris. 5-garnkowy zestaw przeznaczony jest do kuchenek gazowych, elektrycznych, ceramicznych i indukcyjnych. 
Zanim przejdę do opisu garnków na wstępie chcę przekazać Wam informacje, że garnki obecnie są przecenione z 1519 zł na 899 zł, a to niebywała okazja do wymienienia starych garnków na piękne, nowe i użyteczne. Zakupić możecie je tu – brodasystem.pl/garnki-fissler-paris-zestaw-5-czesciowy.

Po otworzeniu wielkiego kartonu moim oczom ukazały się nierdzewne garnki z pięknym błyskiem i ładnym wykończeniem, są bardzo estetyczne – w końcu to linia Paris. Fissler to firma ze 160 letnią tradycją, najlepszymi materiałami i ponadczasowością, mam noże marki Fissler i należą do moich ulubionych. 

W zestawie znajduje się 5 garnków różnej wielkości (największy jest a 5,7 litra o średnicy 24 cm, a najmniejszy rondel 1,4 litr i 16 cm) oraz pokrywki dedykowane każdemu garnkowi. Pokrywki można używać w piekarniku do 180 st.C. więc jest to świetna opcja na zapiekanie dania. 

Garnki częściowo wchodzą jeden w drugi, ale w dwóch zestawach, niestety 5 garnków nie da rady wcisnąć jeden na drugi, ale nie przeszkadza mi to. Gorzej jest z pokrywkami, bo zajmują trochę miejsca i chyba będę musiała zaopatrzyć się w specjalną przegrodę na nie. 
Brzegi garnków to „niekapki„, są tak skonstruowane, że przy przelewaniu potraw nie powinno nam nic wycieknąć na płytę – i dla mnie jest to jedna z większych zalet. 
Dno garnków jest zaokrąglone, więc przy mieszaniu nic nie zostaje na brzegach i nie ulegnie nie pożądanemu przypaleniu. 

Wszystko pięknie, ale jak naprawdę sprawdziły się garnki podczas codziennego gotowania? 

Dno jest solidne i grube, ale nagrzewa się bardzo szybko – usmażenie cebuli jest bardzo szybkie, a do tego nic się nie przykleja ani nie przypala. 
W kwestii przypalania jeszcze – jedna z czytelniczek na fanpagu rzuciła mi wyzwania do testu garnków – miałam sprawdzić, jak wygląda przygotowanie owsianki, a w szczególności jak wygląda dno garnka po przygotowaniu, czy nie jest przypalone. Było to naprawdę wyzwanie, bo owsianki nie robiłam kilka lat :). 
Kiedy mleko się gotowało przetrzymałam je nawet chwilę dłużej na dużym ogniu (nie wykipiało dzięki drewnianej łopatce na górze, taki patent), potem dodałam płatki i kakao. Na zdjęciach pokazuję, jak wygląda dno – nic się nie przypaliło! Czytelniczka była zachwycona, jak Jej pokazałam :). Przy zmywaniu zwykłą gąbeczką wszystko ładnie zeszło – oczywiście garnki można myć w zmywarce. 

W trakcie testowania garnków pomyślałam sobie „ha, znalazłam minus” – pokrywki nie mają dziurki do odparowywania, myślę sobie będą podskakiwać. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy nic się nie takiego nie stało – pokrywka przylegała bardzo dobrze, a w zasadzie była wręcz zassana – takie gotowanie jak w szybkowarze. Dania na pewno są dzięki temu bardziej esencjonalne, bo nic nam nie ucieka z parą wodna.

Uchwyty są wygodne, jednak nagrzewają się mocno i niestety kiedy się zapomniałam i złapałam to trochę mnie dłoń bolała 🙂 trzeba pamiętać o używaniu rękawic kuchennych. 
Moim ulubionym garnuszkiem został rondelek, używam go zdecydowanie najczęściej. Jeśli macie jakieś pytania zostawcie je w komentarzu lub na fanpagu chętnie odpowiem i doradzę ;). 
Przypominam, że tutaj można kupić garnki w bardzo atrakcyjnej cenie – KLIK. Wszystkie garnki marki Fissler, także pojedyncze do kupienia znajdziecie z kolei tu www.brodasystem.pl/category/fissler-garnki.
Od jakiegoś czasu mam przyjemność testować rewelacyjną granitową patelnię grillową Ballarini. Przy nieciekawej pogodzie patelnia grillowa daje nam prawie takie same możliwości, jak prawdziwy grill. Dzięki nieprzywierającej powłoce możemy grillować mięso, ryby i warzywa beztłuszczowo. Patelnia nagrzywa się bardzo szybko, a thermopoint daje nam sygnał, kiedy patelnia jest gotowa do użycia. Ten model patelni można używać w piekarniku do 160 st.C. Dla mnie sporym zaskoczeniem okazało się niezwykle proste czyszczenie patelni – nie trzeba nic skrobać. Łatwo, pysznie i przyjemnie :). Już wieczorem wystartuje dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie taka sama patelnia!
Szaszłyki z karkówki z warzywami 
szaszłyki, szaszłyki przepis, karkówka przepisy, przepis na szaszłyki, proste szaszłyki, pyszne szaszłyki,

1 kg karkówki
3-4 papryki w różnych kolorach
3 cebule
cukinia
500 g pieczarek
łyżka czosnku granulowanego
marynata do mięsa:
3 łyżki ketchupu
1/3 szklanki oleju
łyżeczka czerwonej papryki
łyżeczka ostrej papryki
łyżeczka pieprzu naturalnego
pół łyżeczki kurkumy
2 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę
2 łyżki przyprawy do grillowanego mięsa
1,5 łyżeczki soli
Mięso pokroić w średniej wielkości kostkę.
Składniki na marynatę wymieszać ze sobą i obtoczyć w niej wszystkie kawałki – zostawić je w marynacie na min. godzinę. 
Warzywa i pieczarki pokroić na mniejsze kawałki – paprykę w paski, cukinię, cebulę i pieczarki w grubsze plastry – i wymieszać z odrobiną soli i łyżką czosnku granulowanego.
Patyczki do szaszłyków namoczyć w zimnej wodzie, a następnie naprzemiennie nabijać na nie mięso z warzywami i pieczarkami.
Szaszłyki układamy na mocno rozgrzany grill lub patelnię grillową i grillujemy około 20 minut, co jakiś czas przekręcając je, aby opiekły się równo z każdej strony (jeśli mięso jest niedopieczone na patelni grillowej to możemy wstawić patelnię na chwilę do rozgrzanego piekarnika).
Najbezpieczniej jest jednak grillować oddzielnie mięso na jednym patyczku, a na drugim warzywa. 
szaszłyki, szaszłyki przepis, karkówka przepisy, przepis na szaszłyki, proste szaszłyki, pyszne szaszłyki,
szaszłyki, szaszłyki przepis, karkówka przepisy, przepis na szaszłyki, proste szaszłyki, pyszne szaszłyki,
szaszłyki, szaszłyki przepis, karkówka przepisy, przepis na szaszłyki, proste szaszłyki, pyszne szaszłyki,
Do przygotowania tego sernika zbierałam się od roku, by w końcu przygotować go na tegoroczne święta. Sernik królewski wyszedł pyszny, wilgotny i puszysty, a spód kakaowy nadał mu charakteru. Przygotowanie tego sernika zajmuje chwilę i nie jest to zadanie pracochłonne, a już zupełnie szybko idzie, jeśli użyje się dobrego miksera ręcznego. Swój sernik miksowałam przy użyciu miksera Russell Hobbs z nowej serii Aura, która posiada aż 5 prędkości i funkcję turbo. Mikser posiada 3 rodzaje chromowanych końcówek: do miksowania, zagniatania i ubijania. I całkiem estetyczny z niego pomocnik :).
W dzisiejszym wpisie zaprezentuję Wam patelnię granitową Ballarini z linii Portofino, która charakteryzuje się dużą wytrzymałością i ładnym designem. Jak wypadł test patelni? O tym niżej we wpisie.

Patelnie firmy Ballarini miałam okazję poznać już wcześniej (patelnia do naleśników, wok) i są to naprawdę wysokiej jakości wyroby. Tym razem przetestowałam jedną z nowszych patelni, czyli granitową Portofino o średnicy 20 cm. Patelnie są dobrze i szczelnie pakowane, podoba mi się, że rączka zapakowana jest w folię. 
Granitowa powłoka wzmocniona jest drobinkami ceramicznymi, dzięki czemu jest odporna na zarysowania (sprawdziłam czy powstają zarysowania po używaniu metalowego widelca, ale patelnia dalej jest cała). Powłoka non-stick zapobiega przywieraniu potraw, więc bez obaw możemy smażyć wszystko bez tłuszczu.
Patelnia może być stosowana we wszystkich rodzajach kuchenek (stal nierdzewna we wzmocnieniu dna umożliwia używania na kuchenkach indykcyjnych). 

Rączka patelni – bardzo wygodna, wykonana została ze stali nierdzewnej, dlatego możemy włożyć patelnię do piekarnika nagrzanego do max. temp. 160 st.C.

Przetestowałam patelnię, jak mogłam: w smażeniu bez tłuszczu, na tłuszczu, smażeniu naleśników, kotletów.
Łosoś (marynowany) smażony bez tłuszczu potrzebował po 2 minuty z każdej strony by być gotowy do podania. Ryba nie przywarła do patelnia, nie przypaliła się – dla mnie rewelacja. 
Jeśli chodzi o smażenia kurczaka na oleju to również zakończyło się ono pozytywnie, o wiele szybciej niż na innych patelniach, kurczak zyskał ciekawą chrupiącą skórkę – za pewne od wysokiej temp. i szybkiego nagrzewania się. Jeśli zostanie nam coś wystarczy wsadzić patelnię do piekarnika i podgrzać. 
Mięso mielone w sosie pomidorowym usmażyło się niebywale szybko, ale najlepsze, że zmywanie po daniach jest niezwykle przyjemne, bo nic nie przywiera, więc nie trzeba szorować, całość łatwo się zmywa. Można ją myć także w zmywarkach. 
Sprawdziłam nawet, jak wychodzą naleśniki z patelni – spokojnie można je smażyć bez tłuszczu, chociaż o wiele wygodniej jest to robić na patelni bez rantów, jednak z braku laku – da się :). Myślę, że fajnie sprawdzi się przy robieniu omletów, bo jajecznica wychodzi boska.
Podsumowując patelnia granitowa Portofino:
– niebywale szybko nagrzewa się na całej powierzchni, przez co smaży się o wiele szybciej
– przy smażeniu bez tłuszczu nic nie przywiera 
– możliwość używania w piekarniku
– odporna na zarysowania nawet przy metalowych przedmiotach
– łatwe mycie
– bezpieczna dla zdrowia (nie zawiera niklu, metali ciężkich ani PFOA)
– długoletnia gwarancja.
Minusy? Powiedziałabym, że cena (279 zł), ale biorąc pod uwagę masę zalet i 10letnią (!!!) gwarancję można na to spojrzeć już inaczej. 
Ostatnio przygotowałam naleśniki z musem malinowym wykorzystując moją nową patelnię do naleśników Rialto z włoskiej firmy Ballarini. Patelnia jest wysokiej jakości, ma średnicę 25 cm i jest odpowiednio płytka, dzięki czemu przygotujemy naleśniki i placki z łatwością. Powłoka patelni wzmacniania jest warstwą ceramiczną, co zwiększa jej wytrzymałość i odporność na uszkodzenia (zarysowania). Naleśniki nie przywierają – nawet jeśli smażymy je bez tłuszczu, patelnię czyści się błyskawicznie, a do tego jest bezpieczna dla zdrowia, bo nie zawiera związków niklu i metali ciężkich. Patelnia Rialto wykonana jest z kutego aluminium (szybkie, równomierne nagrzewanie i utrzymywanie ciepła) oraz posiada wygodną i nienagrzewającą się rączkę. 
Od teraz przygotowywanie naleśników będzie dla mnie przyjemnie :). Zapraszam na naleśniki z musem malinowym.
Naleśniki z musem malinowym
naleśniki z malinami, przepis na naleśniki, naleśniki z serkiem i malinami

naleśniki:
2 szklanki mleka
1 i 1/4 szklanki mąki
jajko
2 łyżki oleju
2  łyżki cukru
400 g malin
2 łyżki cukru pudru
łyżka soku z cytryny
serek homogenizowany
świeża mięta
Składniki na naleśniki zmiksować ze sobą dokładnie.
Zostawić ciasto, aby odpoczęło na 30 minut. 
Maliny zmiksować przy użyciu blendera z dodatkiem cukru pudru i soku z cytryny, a następnie przetrzeć przez sito w celu pozbycia się pesteczek. 
Mus malinowy włożyć do lodówki.
Na rozgrzanej patelni można rozsmarować niewielką ilość oleju, a następnie wylać na nią chochelkę ciasta, tak by równo pokryła całą patelnię.
Smażyć naleśniki z dwóch stron do lekkiego zrumienienia – my lubimy bardzo jasne.
Gotowe naleśniki przełożyć na talerz i podawać polane musem malinowym z kleksem z serka homogenizowanego oraz ozdobić miętą.
naleśniki z malinami, przepis na naleśniki, naleśniki z serkiem i malinami
ballarini
patelnię można kupić tutaj klik
naleśniki z malinami, przepis na naleśniki, naleśniki z serkiem i malinami